Witkacy na miękko

Tagi

, , ,

Nowa interpretacja Szewców Witkacego w Teatrze Nowym w Łodzi w reżyserii Jerzego Stuhra płynie spokojnym rozlewiskiem politycznej rzeki. Pobrzmiewa w niej ciche echo społecznych napięć i rewolucyjnego ferworu, a także odrobina buntowniczej grozy. Przechodzimy tu od wodewilowych piosenek inscenizowanych na lata dwudzieste do disco polo. Prokurator Scurvy łasi się jak pies, który nie ma zamiaru ugryźć, a Irina skrywa swoją erotyczną dominację za efemeryczną, wiotką i zdystansowaną delikatnością. Trudno w tej inscenizacji dostrzec strach i drżenie, które przynoszą ze sobą historyczne i polityczne rewolucje, trudno zrozumieć, dlaczego z ich powodu autor dramatu odebrał sobie życie.

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Przedstawienie w reżyserii Stuhra ogląda się gładko i przyjemnie. Mocno okrojony tekst, zgodnie z wielokrotnie powtarzanym na początku zawołaniem jednego z szewców, który wykrzykuje „nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy”, sprawia wrażenie skompresowanej repetycji z historii politycznego przewrotu. Kiedy na końcu padają z offu słowa Witkacego nagrane przez reżysera, który podkreśla, że zakończenie przedstawienia po trzecim akcie wymaga odwagi, widzowie mogą z satysfakcją skonstatować, że obejrzeli właśnie esencję Witkacowskiej opowieści. Jest ona rzemieślniczo sprawna, odbiorczo przyjazna i ani widzowi, ani Witkacowi krzywdy nie robi.

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Dość silnie i dobitnie, a zatem bardzo współcześnie, wybrzmiewają w tym przedstawieniu konteksty polityczne. Szczególnie dywagacje szewców o tym, czy aby ich nagłe wyniesienie do rangi wiodącej siły nie jest ułudą i iluzją, czy nie przeminie, a ostatecznie czy nie jest raczej ich przekleństwem. Monologi Scurvy’ego o władzy i demokracji, która przynależy raczej „drobnomieszczańskim republikom” współbrzmią z jego utyskiwaniem na fakt, iż jest „cały z gumy, którą na coś niewiadomego naciągają”.

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Ze spokojnego, można nawet powiedzieć melancholijnego ujęcia dramatu Witkacego, z jego skrótowych, lapidarnych kadrów, wyłania się obraz nietrwałości władzy i niedojrzałości tych, którzy ją sprawują. Konfrontacja miedzy szewcami, w nowej odsłonie klasy uprzywilejowanej, mającej się za postępową i nowoczesną, z komicznymi pogrobowcami tradycji Wyspiańskiego zostaje u Stuhra rozegrana delikatnie, bez prowokacyjnej doraźności. Stary Kmieć i młody Kmiotek, chochoł, a także Dziwka, występują zgodnie z Witkacowskimi didaskaliami w strojach krakowskich, odrealniając de facto potencjalną krytykę reprezentowanej przez te postaci opcji narodowo-patriotycznej. Podobnie uteatralnione, a zatem nieco przygaszone są wystąpienia dziarskich chłopców, którzy co prawda występują w jednakowych czarnych mundurach, ale ich chód i gesty ułożone w choreograficzne, regularne sekwencje, nie napawają szczególną grozą.

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Spore wrażenie robi scenografia Szewców. Warsztaty szewskie ustawione zostały na poboczu ruchliwej autostrady, jakby rzemieślnicy ukryli się w betonowym przejściu pod pasami osłoniętej dźwiękoszczelnymi ekranami ekspresówki. Zepchnięci na pobocze jakieś A-jedynki, dostępują rewolucyjnego przeobrażenia w ultranowoczesną, wyzwoloną klasę, co to „nowe życie tworzy”. Ubrani na kolorowo i współcześnie zabawiają się w brzdąkanie na gitarach, by ostatecznie zagrać tani utwór disco polo. Na środku znajduje się ogromy złoty but, który w międzyczasie narodził się na scenie w miejsce betonowej elewacji autostrady. But gra jednocześnie rolę wygodnej kanapy dla klasy próżniaczej, w którą na moment przedzierzgnęli się szewcy, jak i podwyższenia, na którym rezyduje roznegliżowana Irina zaopatrzona niczym elf w przezroczyste skrzydła. Monumentalność tej scenografii momentami przytłacza nieco mało wyrazistych aktorów i wchłania w siebie grane przez nich postaci. Wszystko jest tu zaskakująco zwiewne, delikatne i eteryczne, jakby Witkacy sam był elfem z krainy muminków, a nie poważnym politycznym wizjonerem.

Fot. HaWa

Fot. HaWa

Ostatecznie w tym widowiskowym i teatralnie dopracowanym przedstawieniu wygrywa sam Witkacy z jego niesłychanie bebechowo-metafizycznym słowotwórstwem, które gryzie widza po uszach i uderza prawdziwością karkołomnych słowotworów. Do tego w głowie pozostaje, jak smutne memento, pytanie jednego z czeladników: „Czy to tylko nie złudzenie, że my naprawdę nowe życie tworzymy? Może się tak łudzimy, aby ten komfort właśnie usprawiedliwić. A może rządzą nami siły, których istoty nie znamy? I jesteśmy w ich rękach marionetkami tylko.” To postaram się zapamiętać i chociażby z tego powodu, warto było zajrzeć do Nowego.

Michał Lachman

Szewcy

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

Opracowanie i reżyseria: Jerzy Stuhr

Scenografia: Natalia Kitamikado

Kostiumy: Elżbieta Terlikowska

Muzyka: Jerzy Satanowski

Przygotowanie wokalne: Adam Rymarz

Ruch sceniczny: Tomasz Dajewski

Reżyseria światła: Rafał Wróblewski

Kaskaderzy: Bartosz Głąbała, Tomasz Lewandowski, Olesław Madej, Stachu Madej, Tomasz Maziarz

Asystent reżysera: Gracjan Kielar

Inspicjentka: Agnieszka Choińska

Występują: Monika Buchowiec, Magdalena Kaszewska, Wojciesz Bartoszek, Łukasz Gosławski, Gracjan Kielar, Michał Kruk, Tomasz Kubiatowicz, Marek Lipski, Konrad Michalak, Adam Mortas, Krzysztof Pyziak, Piotr Seweryński,  Viet Anh Do (gościnnie), Robert Do Tuan (gościnnie), Kacper Gaduła-Zawratyński (gościnnie)

Premiera: 8 grudnia 2017 r.

 

Reklamy