Tagi

, , ,

Trudno opisać skalę wyzwania, jakim było stworzenie artystycznej interwencji w miejscu zwanym łódzkim Ciechocinkiem z powodu wielkich drewnianych podpór podtrzymujących budynek oficyny w podwórku przy ul. Jaracza 20. Nie przypomina ono oczyszczającej atmosfery i relaksującej okolicy. Jest to rozległe i dość malownicze miejsce z różnymi zakątkami, budzące jednak przede wszystkim żal i wstyd, że tak bardzo niszczeje, a nadal jest miejscem zamieszkania dla całych rodzin. Z wielu powodów mało który artysta podjąłby się tam pracy.

Widok na podwórko od strony oficyny z muralem, fot. Mikołaj Zacharow.

Jedną z tych zasadniczych przeszkód jest to, że uszkodzona, porowata elewacja wymaga pracochłonnego nakładania farby, by uzyskać jakikolwiek widoczny rezultat, cóż dopiero efekt zamierzony. Tymczasem Kasia Breska (na ogół podpisuje się zdrobnionym imieniem), która wykonała tam w trakcie festiwalu Łódź Czterech Kultur  2017 mural „Łódzkie totemy” mówi, że mając do wyboru miejsce z wszelkimi deficytami społecznymi, z niedostatkami krajobrazu, czy architektury i wyremontowaną ścianę, zawsze wybierze tę pierwszą, trudną przestrzeń.

Kasia Breska, Łódzkie totemy, ul. Jaracza 20, 2017, fot. Karuzela Wspomnień Agnieszka Kuraszewska.

Co więcej (i co gorsza – można powiedzieć), pracuje nad formą – jak sama kiedyś przyznała – tak, jak Sokrates przedstawia piękno kształtów w Platońskim „Filebie” (XXXI, 51 c): „o piękności kształtów próbuję teraz mówić; nie tak, jak by to rozumieć mogli ci, których jest wielu, na przykład; o piękności istot żywych albo jakichś malowideł; chodzi mi o piękność prostej, mówi moja myśl, linii prostej i koła, i o to, co się z nich pod nożem rodzi na tokarni, o płaszczyzny i bryły, i to, co spod przykładnicy wychodzi i od kąta prostego”. Kasia tworzy więc sztukę abstrakcyjną, geometryczną i bardzo precyzyjną. Mierzy, liczy, konstruuje własną mapę-projekt.

Kasia przy pracy nad Łódzkimi totemami, fot. Mikołaj Zacharow.

Stara się przy tym zrozumieć miejsce, w którym tworzy. Zaczyna więc od topografii terenu, układu urbanistycznego oraz znaków i symboli. Przebywa, rozmawia z mieszkańcami, uwzględnia ich codzienne doświadczenie, czasem preferencje symboliczne albo sugestie formalne. Marzy o tym, by miejsce żyło tak, jak i żyją zamieszkujący je ludzie. Przy Jaracza artystka oprócz wykonania malowidła uprzątnęła teren dookoła pracy, zachwaszczoną ziemię wysypano kamykami, może stanie tam jakaś skrzynka z kwiatami… Odświeżyła po przeciwległej stronie niewysoki mur i kibicowski napis. Wiadomo, że Łódź kocha futbol, Kasia sądzi też, że Łódź Kocha Sztukę…

Mur w podwórku przy ul. Jaracza 20, fot. Fundacja Urban Forms.

W sztuce Kasi obecny jest nie tylko porządek form, ale i ład w dosłownym, przestrzenno-społecznym sensie. Bo sztuka w przestrzeni publicznej ma nie być tylko dekoracją, a wyrażać to, kim są jej użytkownicy, czego pragną, do czego (może nie zawsze) próbują dążyć. Wydobyte od ludzi symbole, kolory i sensy mają pomóc odzyskać otoczenie dla nich samych, a może nawet je odczarować. Temu służą totemy. Zawartych w nich znaczeń nie można czytać dosłownie, to nie jest leksykon symboli. Menora jest odwrócona pod kątem 90 stopni, niektóre znaki znamy z map, chociaż zostały przekształcone, inne są bardzo uniwersalne. W sumie pozwalają one właśnie odwracać treści, porządki symboliczne, mówić różnymi językami, lecz nie tylko w sensie narodowo-kulturowym, a językami różnej sztuki, różnej wrażliwości, różnego poziomu edukacji itp. Te symbole tworzą nowe treści, bardziej dostępne dla wtajemniczonych. Totem pozostaje przecież w magicznej relacji do człowieka, nie jest prostym funkcjonalnym narzędziem, w jego moc trzeba uwierzyć. Totemy to pradawne godła, pełniące funkcje opiekuńcze, apotropaiczne. Totemy Breski są także zakodowanymi uosobieniami lokalnej społeczności. Artystka nie może zdradzać ukrytych w nich szczegółów, jeśli totemy mają tej społeczności służyć. Musimy zainwestować swój czas i wrażliwość w ich odczytanie.

Kasia Breska i jej totemy, fot. Karuzela Wspomnień Agnieszka Kuraszewska.

Filozofia, historia czy socjologia sztuki, mające tak wiele do powiedzenia na temat (nie)skuteczności sztuki, nie pozostawiają złudzeń: sztuka nie może wiele zdziałać, zwłaszcza sztuka osamotniona. Skąd u Kasi te chęci i taki optymizm? Sama mówi, że czerpie go i od ludzi, i od miejsc. Artystka ukończyła biologię środowiskową na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, a potem Bradford School of Arts. Od wielu lat związana jest z Leeds i tamtejszą prężną organizacją artystyczną East Street Arts. Wykonała tam m. in. wielki mural w ramach projektu „City Less Grey”: na trzydziestosiedmiometrowym murze uwzględniła plany budynków tego miejsca odczytane ze starych i nowych map oraz znaki osiemnastu języków, jakimi władali mieszkańcy tego wielokulturowego brytyjskiego miasta, którzy towarzyszyli jej podczas powstawania pracy. Współpracowała też w ramach The Favela Painting Academy w stolicy Curaçao Willemstad (w części Otrabanda). Były to działania prowadzone przez holenderskich artystów znanych jako Haas&Hahn (Jeroen Koolhaas i Dre Urhahn), twórców słynnych projektów artystyczno-społecznych m.in. w Rio de Rio de Janeiro i Filadelfii. Pracują oni podobnie: najpierw wyzwanie, potem proces poznawania przestrzeni miejskiej i jej społeczności, dalej – wynikające stąd założenia formalne, a w konsekwencji – projekt. Jego realizacja też ma swoją sztywną konstrukcję: najpierw linie, potem wypełnianie ich kolorem, na końcu detal. Pamiętamy: piękno to wprawdzie prostota, ale po Sokratejsku wypracowana, jak spod przykładnicy. W sztuce, która ma odegrać rolę identyfikującą z miejscem, integrującą ludzi i przywracającą im chęć do bycia jego częścią, nie może być mowy o przypadku. Nie znaczy to, że efekt jest przewidywalny. Tym, co podlega tu analizie, jest złożona codzienność, rutynowe wprawdzie, ale i jednostkowe czynności konkretnych ludzi.

Nie znam innego artysty, który odbyłby dwie wizyty studyjne, zanim zaczął malować mural, który zawitał do bibliotek, sfotografował cały atlas historycznych map, poprosił o kontakt ze specjalistami, zapytał ludzi, czy w ogóle chcą jego sztuki. To prawda, że są muraliści, którzy nie mają problemu z tym, by poświęcić swój czas mieszkańcom w trakcie malowania, nie sposób jednak ich porównać z zaangażowaniem Kasi Breski. Pod względem artystycznym to podejście twórcze przypomina najlepsze tradycje sztuki neoawangardowej.

Wioletta Kazimierska-Jerzyk

„Łódzkie totemy”

Kasia Breska

W ramach Festiwalu Łódź Czterech Kultur 2017

Reklamy